Pan Bóg i Kociewiacy
Siódmego dnia, jak powszechnie wiadomo, Pan Bóg wypoczywał. Po poobiedniej drzemce przypomniał sobie Pan Bóg o Kociewiakach. Wezwał więc niezwłocznie anioła i rozkazał mu udać się na Kociewie i spytac Kociewiaków, czy są zadowoleni. Poleciał anioł na Kociewie i jak Pam Bóg przykazał, zapytał pierwszego spotkanego, najpewniej starogardzianina, czy jest zadowolony z boskiego dzieła.
- Ano, jestem - odrzekł Kociewiak, drapiąc się po łysinie z podziwu nad tym, jak to Pan Bóg martwi się o ukontentowanie ze swego dzieła.
- Czy aby na pewno jesteś zadowolony ? - dopytywał się anioł.
- Jestem. Bo i dlaczego miałbym nie być. Dał Pan Bóg nam ziemie, jeziora i bory, dał pagórki, równiny i rzeki bystre, dał ludków dziarskich i zgrabne zwierzaki. No jo, dycht rychtych wszystko je po bożemu i niech tak zostanie. Niech słońce świeci, kiedy ma świecić, niech wiatr wieje, wiedy ma wiać, niech deszcz pada, kiedy ma padać, a z resztą to my sobie dóma rada.
Wrócił anioł do Pana Boga i powtórzył słowo w słowo, co usłyszał od Kociewiaka. Podumał Pan Bóg chwilę nad tym, co usłyszał i uśmiechnął się.
Od tego czsu Kaciewiaki u Pan Boga prawdziwie wielkie mają poważanie.
| « poprzednia | następna » |
|---|








