Pudzim na majówka
Jak jano słonyszko je ździebko wyży i wiosna uż sia zieleni, a uż najwiancy jak kwiaty zacznó kwsitnóńć, toć to tedy tak cióngnie do lasa, taka tansknota wew środźku sia budzi, że aż ograszka bierze. Oj, by sia szło eszczy na taka majówka z młodymi, jano że te golanie uż zawdy tak feste boló, bo to i rojma krańci, i żylaki jak bulwy só wylazłe, że uż chyba nie puda. Bo to wej tera tak gadajó o starych: "Ma żniańcie w psiańcie, łómanie w kolanie i coś go łupsie, ale w krzyżu ". Ale zawdy to se moga wspomnóńć, jak my na te majówki żam łazili. Z para dziywuchów i chłopaków sia umówjili, że zara z rana,najlepsi o psiónty, zeńdó sia kele torów. I wtedy, jak wszyści przyleźli (a chto zaspał, to mie czekeli), szli se nad Jamertale abo do wojskowy strzelnicy, a czasami nad Szpangawske Janzioro. Szlim tyż czasami aż za Drajmost, ale tedy sia zbiyrelim w Psiekełkach. I co na ty majówce było, że tak tamój cióngnylim? Chyba to, że bylim samni, że mnielim mandolina abo późni gitara, że se śpsiwelim rozmaite frantówki, że mnielim chlyb i kawa we flaszkach, że se boso łaziylim po wodzie, nó i chyba to, że se moglim patrzyć w ślipsia abo i oczko puścić do ty- wedle nas- najpsiankniejszy. A kele wieczora szlim nazad do dóm, uśmiychniante i zmanczone, dycht kele ty swoji... A wy, młode ludzie, mieskie bówki, jak myślita? Toć i tera byśta mogli iść na taka majówka.
| « poprzednia | następna » |
|---|








