Katarzyna Lotterhoff
„SEN O LEPSZYM DNIU”
Upiłam kolejny łyk czekoladowego płynu, parząc sobie przy tym niemiłosiernie język. Odstawiłam kubek z hukiem na stolik i z powrotem wskoczyłam na parapet, przyciągając nogi do siebie i opierając brodę o kolana. To był taki mój mały rytuał, wieczorne siedzenie z nosem przy szybie i wpatrywanie się w jaskrawe światła miasta. Zimą smakował najbardziej. Z uwagą obserwowałam wirujące płatki śniegu, które migotały radośnie w świetle latarni, by po odtańczeniu swojego wesołego tańca opaść na ugięte już pod wpływem białego puchu gałęzie oszronionych drzew. Pod tym względem kochałam zimę, zawsze kreowała piękne krajobrazy za oknem, bym mogła, przy kubku swojej ulubionej, gorącej czekolady wpatrywać się w ten cudowny wytwór natury. Przysunęłam się bliżej szyby, żeby lepiej dostrzec scenę, która rozgrywała się tuż pod oknem mojego domu. Jedno z dzieci właśnie się przewróciło i prawdopodobnie jego ojciec próbował, bezskutecznie, otrzepać chłopcu spodenki, do których mocno przyczepił się śnieg. Malec śmiał się w najlepsze.
Nagle poczułam ukłucie w sercu, przecież doskonale znam to uczucie! Mój tata też zawsze zmagał się z białym puchem na moich spodniach, a ja jak na złość próbowałam mu się wyrwać. Ciągnęłam go za rękaw kurtki, pragnąc jedynie tego, by pobawił się ze mną i kiedy tylko mama nie patrzyła, rzucaliśmy się śnieżkami, śmiejąc się przy tym głośno. Mama czasem nam przerywała, tłumacząc, że oboje złapiemy przez to katar lub kaszel, ale ten argument jakoś nigdy do nas nie trafiał. Bo kto by się przejmował jakimś głupim katarem czy kaszlem, gdy zabawa była tak cudowna? Uśmiechnęłam się sama do siebie, to zdecydowanie były wspaniałe czasy.
Jednakże zima to nie tylko śnieg, zabawa i śliczne widoki, zima, to także święta, do niedawna mój ulubiony czas. Uwielbiałam go, nawet pod względem zakupowym. W całym mieście rozwieszone są wtedy kolorowe lampki i ozdoby, a ludzie stają się milsi i wybaczają. Bo przecież o to właśnie chodzi w świętach, prawda? Jestem pewna, że niejedna kłótnia została zakończona właśnie w wigilijny wieczór. Dlatego tak bardzo kochałam ten czas.
Jednak przykre jest to, iż wiem, że święta w tym roku nie będą tak udane. Dlaczego?
Rok temu zdarzyło się coś, co nie pozwoli mi już nigdy więcej uwierzyć w magię Bożego Narodzenia. Miałam 11 lat, kiedy w przeddzień świąt tata po raz kolejny postanowił zrobić mi niespodziankę, tym razem w postaci wspólnego przystrajania naszego domu różnokolorowymi lampkami.
- Tato, ładnie? – spytałam zawieszając ostatni łańcuch wielobarwnych światełek na drzewku przed domem.
- Ślicznie Emilko – odparł ojciec.
Odwróciłam się na chwilkę, by podnieść leżący na ziemi woreczek, a gdy z powrotem spojrzałam na świeżo powieszone lampki, coś mi się w nich się nie zgadzało.
- Tato, dlaczego je przewiesiłeś, przecież powiedziałeś, że było ładnie! – oburzyłam się, splatając ręce na klatce piersiowej.
Tata roześmiał się głośno, głaszcząc mnie po głowie.
- Wiesz, były troszkę krzywo poukładane.
Fuknęłam niezadowolona, odwracając się tyłem do rodziciela, choć wcale nie byłam obrażona. Uwielbiałam takie sprzeczki z ojcem, bo one i tak zawsze dobrze się kończyły. I tak naprawdę nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek poważnie się z nim pokłóciła. Po prostu nie umieliśmy się na siebie gniewać dłużej niż kilka, może kilkanaście sekund.
- No nie bądź zła. – usłyszałam za plecami.
- Będę.
- Ulepimy bałwana na zgodę!
Zawahałam się, jednak po chwili odwróciłam się do ojca z ogromnym uśmiechem na twarzy, schylając się po pierwszą warstwę białego puchu.
Czas spędzany z tatą uświadamiał mi, jak bardzo go kocham. On był dla mnie jak ojciec, brat i najlepszy przyjaciel w jednej postaci, choć żył w świecie dorosłych, a ja byłam tylko dzieckiem. Tata nigdy mnie za takowe nie uważał. Bardzo poważnie podchodziliśmy do takich spraw, jak na przykład strojenie choinki w domu, czy też robienie świątecznych pierniczków. To była nasza bożonarodzeniowa tradycja. Większość ciastek zazwyczaj zjadał tata, ale zawsze zostawało coś dla mnie i mamy, która jednak nigdy nie chciała towarzyszyć nam w naszym świątecznym rytuale.
Skupiliśmy się na lepieniu ogromnych, śniegowych kul. Stworzenie ich zajęło nam sporo czasu, gdyż w międzyczasie rzucaliśmy się jeszcze śnieżkami i robiliśmy orzełki na śniegu.
- Pójdę po węgielki i marchewkę – oznajmił tata, kierując swoje kroki w stronę domu.
- Dobrze – odparłam.
Podczas nieobecności taty, ja zajęłam się udoskonalaniem naszego bałwanka. Powsadzałam w niego kijki, mające imitować jego ręce, zrobiłam dziurki na węgielki, a także obwinęłam mu szyję swoim szalem. W oczekiwaniu na tatę zdążyłam nawet trzy razy przewiesić lampki na drzewkach.
W końcu zaczęłam się niecierpliwić. Nie czekając ani minuty dłużej poszłam do domu, sprawdzić co się dzieje. Dzisiaj wiem, że nie powinnam była tego robić, bo po raz kolejny usłyszałam coś, czego nie chciałam usłyszeć. Krzyki, wyzwiska i okropne odgłosy rzucanych na ziemię rzeczy bardzo raniły moje uszy. To znowu się działo. Kolejny raz rodzice się kłócili. Stanęłam w korytarzu, wychylając się lekko w stronę pokoju i to, co zobaczyłam wywołało u mnie lekki atak paniki. Otworzyłam oczy ze zdumienia, spoglądając na otwartą walizkę i klęczącego przy niej ojca, który wrzucał do środka swoje ulubione koszule. Mama stała odwrócona do niego plecami, krzycząc coś niezrozumiałego i machając przy tym przesadnie rękoma. Stałam tak przez jakiś czas, oparta o ścianę. Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Próbowałam zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.
Po chwili poczułam, jak po twarzy spływa mi jedna, mała, zagubiona łza, którą bardzo szybko rozmazałam, pocierając dłonią policzek. A może to niespodzianka? Może tata pakuje się, bo zabiera nas na świąteczną wycieczkę na przykład do Paryża? Nigdy tam nie byłam, a we wszystkich filmach to miasto wydawało się być miastem wyciągniętym z marzeń i snów. To byłoby takie piękne! Taka niespodzianka w Boże Narodzenie jeszcze pozytywniej wpłynęłaby na moje zdanie dotyczące świąt!
- Zostaw te rzeczy! Co ty wyprawiasz?! – wrzask mamy niósł się po całym domu.
- Sama do tego doprowadziłaś! Nie chciałem, by tak to się skończyło, ale nie dałaś mi wyboru!
- Jak możesz tak mówić?! Zawsze chciałam dla nas jak najlepiej, to tobie wiecznie się coś nie podobało! Ja mam czuć się winna?!
- Posłuchaj – tata wstał z klęczek i podszedł do mamy – nigdy ci nie wybaczę tego, że przez ciebie nasza rodzina właśnie się rozpadła. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz mi utrudniała utrzymywania kontaktu z Emilią, bo tego nigdy bym ci nie wybaczył.
- Tato, a bałwanek? – wyszeptałam.
Oboje rodzice odwrócili się w moją stronę.
W mojej głowie panował chaos. Nie miałam pojęcia, co tata ma na myśli mówiąc, że nasza rodzina właśnie się rozpadła. Nie chciałam dopuścić do siebie najgorszej, a jednocześnie najbardziej prawdopodobnej opcji.
Spojrzałam w oczy ojca i zauważyłam w nich tylko bezradność i zdenerwowanie, co utrwaliło mnie w przekonaniu, że nic dobrego się nie wydarzy.
W pewnej chwili poczułam, jak ktoś ciągnie mnie za rękę i prowadzi w stronę mojego pokoju.
- Mamo, co się dzieje? Dlaczego tatuś się pakuje?! Dlaczego jesteś smutna? Mamo! – krzyczałam, próbując daremnie wyrwać się z matczynego uścisku.
- Idź do swojego pokoju, to są sprawy dorosłych – odparła mama trzęsącym się głosem.
Położyłam się na łóżku, zwijając się w kłębek i próbowałam usłyszeć jakieś odgłosy, które pomogłyby mi rozwiązać całą zagadkę. Na próżno. W domu panowała przerażająca cisza, nawet radio, które tata zawsze rano włączał, tym razem umilkło. Jedyne co usłyszałam, to trzask drzwi. Przerażający trzask drzwi, odbijający się echem w mojej głowie. Zacisnęłam mocno powieki, by nie uronić już ani jednej łzy.
Nie przypuszczałam, że do tego dojdzie, bo rodzice owszem, bardzo często się kłócili, ale nigdy nie kończyło się to w taki sposób, jak wtedy. Kontakt z ojcem szybko się urwał. Przez kilka tygodni w ogóle nie dawał znaków życia, a wspomnienie o nim przy mamie groziło jej nagłym wybuchem płaczu. Starałam się więc nie zadawać pytań dotyczących ojca, chociaż dla mnie było to bardzo trudne. Tłumienie w sobie uczuć zawsze jest trudne i kiedy tylko wieczorami mama przychodziła ucałować mnie na dobranoc, po jej wyjściu z pokoju emocje zawsze brały górę. Łzy same, mimowolnie spływały po moich policzkach, wsiąkając w kolorową poduszkę. Nie mogłam uwierzyć, że tata tak po prostu się nie odzywa, to było do niego niepodobne. A może jednak przestał mnie kochać?
Teraz, kiedy minął już prawie rok od tamtego wydarzenia wiem, że moje przypuszczenia były nieprawdziwe. Aktualnie piszę z tatą listy, rozmawiamy czasem przez telefon, raz na jakiś czas spotykamy się, choć jest to bardzo trudne do zorganizowania, bo ojciec wyprowadził się do innego miasta, oddalonego od naszej miejscowości o ponad 200km. Odległość nie przeszkadza nam jednak w utrzymaniu kontaktu.
Upiłam ostatni łyk zimnej już czekolady, po czym zsuwając się delikatnie z parapetu, bezszelestnie kucnęłam przy szafce, wyjmując z niej ogromne pudełko. Wszystko miałam już z góry zaplanowane, wystarczyło tylko wcielić mój plan w życie, co nie wydawało się wcale takie trudne. Wysunęłam dolną szufladę, wyjmując z niej rzeczy – najcenniejsze rzeczy, jakie w życiu posiadałam. Stare bilety na mecz siatkówki, na którym byłam z ojcem, mając zaledwie siedem lat oraz bilety do kina na pierwszy w moim życiu seans filmowy w 3D, na którym również byłam z tatą, kilka kolorowych cukierków, które mój rodzic uwielbiał oraz ciastka z naszego „świątecznego rytuału”. Nie zapomniałam też o wielobarwnych, puchowych skarpetkach, które kiedyś podarował mi na urodziny, kilku rysunkach, które kiedyś sami stworzyliśmy, muszelkach zebranych wspólnie podczas jednej z wielu wycieczek nad morze, paczce gum do żucia, których mama zabraniała mi jeść, a tata po kryjomu zawsze dla mnie kupował. Spakowałam także kilka listów, które dostałam od niego stosunkowo niedawno i wiele innych rzeczy, które tak przyjemnie mi się kojarzyły. Delikatnie uchyliłam wieko pudełka i ułożyłam w środku wszystkie te cenne przedmioty. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, co zamierzam zrobić. Szczelnie zamknęłam kartonik, łapiąc za kartkę i czerwony flamaster. Chciałam coś dopisać, jakieś krótkie, ale treściwe zdanie i właściwie nie musiałam długo czekać na to, by pomysł sam znalazł się w mojej głowie. Odkręciłam nakrętkę pisaka i dużymi literami na karteczce napisałam „Pudełko moich marzeń”. Szybko przykleiłam liścik taśmą klejącą na kartoniku, po czym wsunęłam go z powrotem do szuflady, sama kładąc się do łóżka. Sięgnęłam jeszcze ręką w stronę nocnej lampki, stojącej na stoliku i po chwili w pokoju zapanowała zupełna ciemność. Westchnęłam układając głowę wygodniej na poduszce i nakrywając się kołdrą. Teraz wystarczy tylko poczekać, aż zamiast księżyca znowu pojawi się słońce i będę mogła ostatecznie wcielić w życie swój plan.
Śnieg już dawno wdarł się w moje buty. Stopniał w nich i chlupotał w rytm stawianych przeze mnie kroków. Jeszcze tylko kawałek i będę na miejscu. Było mi bardzo zimno, a silny wiatr, wiejący białymi płatkami prosto w moją twarz, wcale nie umilał pieszej podróży. Idąc chodnikiem przez zatłoczone miasto, widziałam spojrzenia ludzi, zdające się nie rozumieć mojej idei niesienia pudełka pod zimową kurtką. Ale przecież musiałam jakoś ochronić swoje marzenia przed mokrym śniegiem. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Niech ludzie patrzą i widzą, że oto idzie ulicą dziewczyna, niosąca cały swój najlepszy życiowy czas w małym, kolorowym pudełku. Brązowym w biało – czarne kropki.
Skręciłam w ulicę, na której mieścił się budynek poczty. Ostatnie kilkanaście metrów postanowiłam pobiec, chcąc jak najszybciej znaleźć się w środku. Po chwili już naciskałam klamkę i stawiałam kroki w kierunku kolejki. Bardzo długiej kolejki, która zaczynała się tuż przy wejściu i szła wężykiem aż do okienka, znajdującego się na drugim końcu pomieszczenia. Westchnęłam, grzecznie ustawiając się za oczekującymi ludźmi. Wszyscy mieli coś ze sobą. Oczywiście mam na myśli paczki, przesyłki, listy. Najprawdopodobniej wszystkie te rzeczy miały coś wspólnego ze świętami, aczkolwiek jeden pan, starszy, z lekko posiwiałą brodą, stał właśnie przy ladzie i kłócił się z pracownicą poczty odnośnie jakiejś faktury. Trochę było to przykre, bo wszyscy ludzie stali za nim, chcąc zrobić niespodziankę swoim bliskim, wysyłając im prezenty, a pan psuł całą tę świąteczną atmosferę.
Sama nie wiem skąd wziął się w mojej głowie pomysł, aby wysłać ojcu wszystkie te cenne dla mnie rzeczy. Pragnęłam podzielić się z nim czymś ważnym, a przedmioty nabyte w sklepie na pewno nie miałyby innej wartości niż pieniężnej i z pewnością nie oddawałyby mojej tęsknoty za rodzicielem. Chciałam jedynie przypomnieć mu stare czasy, kiedy to było nam razem tak cudownie.
Po bardzo długim czasie kolejka zaczęła się przesuwać nieco szybciej i po kilkunastu minutach wreszcie nadeszła moja kolej. Patrzyłam, jak pani w uniformie pakuje moje pudełko i nabija na nim pieczątki, a w duchu zrobiło mi się ciepło.
- Dziękuję pani bardzo! – niemalże krzyknęłam radośnie po zakończonej wysyłce – i życzę wesołych świąt!
Kobieta nieco zdziwiona skinęła tylko głową, uśmiechając się pod nosem. Trochę mnie wtedy poniosło- wybiegłam z poczty wprost w śniegową burzę. Śnieg był dosłownie wszędzie, pchany przez wiatr, atakował twarz, włosy, ubranie. Ale to absolutnie nie miało żadnego znaczenia.
Misja zakończona, plan wcielony w życie, a pudełko moich marzeń jest już w drodze. Oby tylko tata się ucieszył.
| « poprzednia | następna » |
|---|








